Funkcja partnerki głowy państwa, jej sytuacja finansowa, ale również oczekiwania wobec roli, jaką według społeczeństwa powinna pełnić pani prezydentowa, nie są tematem wyjątkowym dla Polski. To dyskusja tocząca się na arenie międzynarodowej i argumenty, które się w niej pojawiają są właściwe te same w różnych krajach.

Pierwsza dama z kieszonkowym od męża

Brak wynagrodzenia dla pierwszej damy jest zasadą uniwersalną. Jednym z głównych argumentów jest to, że to nie żona jest wybierana w wyborach prezydenckich. Według niektórych, przyznanie wynagrodzenia oznaczałoby również oczekiwanie zaangażowania politycznego od prezydentowej, co kłóci się z definicją funkcji reprezentacyjnej, jaką powinna pełnić. Nie ma zgody na pensję dla prezydentowej, bo nie ma funkcji politycznej, ale tak naprawdę ogromna część opinii publicznej nie chce zaakceptować idei wynagrodzenia, bo nie zgadza się z obozem politycznym, z którego wywodzi się jej mąż. Obecnie może to dotyczyć Agaty Dudy, wcześniej np. Jolanty Kwaśniewskiej – czyli jednak decyduje to, że często patrzy się na to stanowisko przez pryzmat polityki męża, a nie brak mandatu od wyborców. 

Trzeba pamiętać, że jedną z konsekwencji nowej roli jest konieczność rezygnacji z dotychczasowej pracy, co jest akurat bardzo zrozumiałe, chociażby ze względów bezpieczeństwa. Niezależnie od tego, czy prezydentowe są, czy nie są “milczące”, mają swoje obowiązki, zapełnione kalendarze, biorą aktywny udział w spotkaniach nie tylko jako osoby towarzyszące, ale często jako organizatorki. Dotyczy to również polskiej Pierwszej Damy, przy czym nie można użyć stwierdzenia, że jest to wykaz jej aktywności zawodowej, ponieważ Małżonka Prezydenta zawodu nie ma i mieć nie może. Amerykański serwis salary.com, na zlecenie magazynu “Money”, przeanalizował faktyczny zakres obowiązków żon prezydentów w USA i oszacował, że w komercyjnym świecie nie tylko zajmowałyby dyrektorskie stanowiska, ale również zarabiałyby rocznie około 173 tys. dolarów. I nie – podróżowanie po świecie oraz mieszkanie w takiej czy innej posiadłości nie mogą być traktowane jak wynagrodzenie za pracę. Tak samo jak w biznesie – międzynarodowe konferencje, samochód czy telefon służbowy nie zostałyby użyte jako argument, żeby osobach na kierowniczych stanowiskach nie płacić. 

Głowy państw czy też same pierwsze damy, raczej nie inicjują zmian w kwestii wynagrodzenia. W ostatnim czasie jedynie prezydent Macron wyłamał się z tego milczącego przyzwolenia. Jednak opór społeczeństwa był ogromny (w dwa tygodnie zebrano ponad 270 tys. podpisów pod petycją). Macron odstąpił od swojego pomysłu. Zresztą “zatrudnienie” własnej małżonki byłoby uznane za nepotyzm. W Polsce, zupełnie niedawno, została podjęta próba przyznania Małżonce Prezydenta wynagrodzenia, ale projekt ustawy został wycofany głównie dlatego, że przewidywała ona jednocześnie podwyższenie pensji ministrom i posłom, co spotkało się z ogromną krytyką. Projekt ustawy przepadł, a wraz z tym szansa na historyczną decyzję o uznanie roli Pierwszej Damy. 

Gdyby doszło do referendum dotyczącym wynagrodzenia dla Pierwszej Damy, które podczas kampanii wyborczej zaproponowała pani Paulina Kosiniak-Kamysz, głosowałabym ZA. Bo czy to nie jest hipokryzja, że z jednej strony słusznie piętnujemy płciowe nierówności w wynagrodzeniach i walczymy o równe prawa, a z drugiej nie tylko akceptujemy, ale wręcz domagamy się, żeby prezydentowa była całkowicie finansowo uzależniona od męża? I to nie tylko podczas kadencji, ale również długo po niej, ponieważ pierwsza dama nie pracując, nie odkłada na swoją emeryturę. No, chyba że małżonek opłaci jej składki. Istny cyrk. Proponuję, żeby najbliższy Dzień Równej Płacy (4 listopada) był pretekstem do zadbania o obecną oraz wszystkie następne pierwsze kobiety (lub mężczyzn). Ważnym głosem w tej dyskusji mogłaby być analiza podobna do tej wykonanej na zlecenie magazynu “Money” w USA. Może ktoś się podejmie wyzwania?

Brak wynagrodzenia jednym z elementów braku przejrzystości

W lipcu br. zapytaliśmy Kancelarię Prezydenta m.in. o budżet dedykowany działaniom Pierwszej Damy, o zespół wspierający działania Pierwszej Damy – jego budżet oraz skład, wreszcie o procedurę podejmowania decyzji dotyczących wydarzeń, w których Pierwsza Dama bierze udział lub które sama organizuje. 

Kancelaria Prezydenta poinformowała nas, że odpowie za 2 miesiące! Spodziewaliśmy się więc obszernego wyjaśnienia, tabelek, zasad i procedur ale niestety dostaliśmy dwa akapity, z których dowiadujemy się, że:

  • Pierwsza Dama nie dysponuje oddzielnym budżetem i korzysta z budżetu kancelarii Prezydenta
  • Kancelaria Prezydenta nie wie ile pieniędzy wydaje się na działalność Pierwszej Damy
  • Pierwsza Dama korzysta ze wsparcia Biura Gabinetu Prezydenta więc również nie wiadomo ile kosztuje praca związana stricte z działalnością Małżonki Prezydenta
  • Według Kancelarii, tu cytat ”Pierwsza Dama reaguje na przesyłane jej zaproszenia” oraz towarzyszy Panu Prezydentowi w spotkaniach.

Podsumowując, nie ma procedur, zakresu obowiązków, jasno określonego budżetu czy informacji kto jest za co odpowiedzialny. Przyznanie wynagrodzenia Pierwszej Damie jest jak najbardziej słuszne. Ale jego brak nie usprawiedliwia braku przejrzystości, który może prowadzić do obniżenia zaufania obywatelskiego. 

Pani Prezydentowa może być milcząca całą następną kadencję męża, bez wyrzutów sumienia, jak długo prawo nie zacznie jasno określać jej obowiązków. Na początek dobrze byłoby ustalić jasne zasady, co należy, a co nie należy do obowiązków Pierwszej Damy. I na tej podstawie ustalić uczciwą pensję dla osoby pełniącej tę funkcję. Wtedy my będziemy wiedzieć, z czego możemy rozliczać, a z czego nie żonę prezydenta. A pierwsza dama przestanie być traktowana przez system jako ozdoba, tylko jako osoba o określonych obowiązkach. Zachęcamy do tej zmiany, która jest może nie najważniejszym, ale za to bardzo widocznym krokiem w stronę większej przejrzystości w państwie. 

Zdjęcia: