Coraz więcej mówi się o tym, że dziennikarstwo umiera, że w dobie social mediów straciło swoje znaczenie. Czasy, w których dziennikarze i dziennikarki wpływali/wpływały na losy potężnych instytucji, takich jak na przykład państwo (Watergate) czy korporacje  (Panama Papers) podobno minęły. Teraz ma być czas, w którym technologia sprawi, że praca dziennikarzy stanie się niepotrzebna lub, co gorsza nie będzie miała znaczenia, bo nie będzie się w stanie przebić przez informacyjny szum, generowany przez często nierzetelne źródła. Krajobraz faktycznie momentami jest ponury. Poczynając od Donalda Trumpa nazywającego media „wrogiem ludu”, poprzez rosyjskich trolli generujących fake newsy (tak, również w Polsce), tabloidyzację mediów, która trwa od lat, a kończąc na tak zwanych bańkach medialnych, w których wszyscy mniej lub bardziej funkcjonujemy. Generalnie łatwo o katastrofizm, jednak czy jest on faktycznie uzasadniony?

Naszym zdaniem informacja o śmierci dziennikarstwa jest mocno przesadzona. Cały czas dziennikarstwo śledcze ma znaczenie – przykładem jego sprawczości może być reportaż dziennikarza Onetu Janusza Schwertnera na temat traktowania pracowników w Stowarzyszeniu „Wiosna”, który ostatecznie doprowadził do zwolnienia księdza Jacka Stryczka ze stanowiska prezesa organizacji. Innym przykładem może być dziennikarskie śledztwo przeprowadzone przez Jodi Kantor oraz Megan Twohey, które zapoczątkowało międzynarodowy ruch #MeToo. 

Wpływ technologii na jakość dziennikarstwa z pewnością nie musi być też zabójczy i na pewno nie jest jednoznacznie negatywny. Jednym z aspektów, na który zwraca się uwagę jest problem z finansowaniem mediów – zwłaszcza drukowanych. Współcześni czytelnicy i czytelniczki podobno nie będą płacić, skoro mogą otrzymać informację za darmo. Nie odrzucając całkowicie tej tezy (faktycznie mamy do czynienia ze sporym odpływem do darmowych informacji), zwracamy uwagę, że niektórym tytułom udało się poradzić sobie z tym stanem rzeczy. Doskonałym przykładem jest Guardian, który udostępnia swoje artykuły za darmo, ale prosi o niewielką darowiznę. System działa i to działa doskonale. Innym aspektem są bańki medialne – każdy człowiek ma swój własny Internet – wyszukiwarka Google’a pokazuje nam to, co pasuje do naszych ciasteczek (mocno upraszczając temat), a Facebook to, co zdaniem algorytmów, będzie dla nas najbardziej angażujące. Ten stan rzeczy niesie ogromne zagrożenie – co z tego, że istnieją twarde dowody zaprzeczające tezie, w którą ktoś głęboko wierzy, skoro ta osoba może nigdy na nie nie trafić, ponieważ w Internecie będzie spotykać tylko teksty potwierdzające tę jej tezę. Nie należy jednak wpadać w panikę – coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego stanu rzeczy to raz, a dwa – istnieją narzędzia technologiczne, które są olbrzymim sprzymierzeńcem w batalii o rzetelność informacji. Takim przykładem mogą  być rozwiązania, które pomagają nam analizować dane i tworzyć coraz szersze zasoby tak zwanych otwartych danych. Sensowna implementacja technologii może na przykład zapewniać łatwy dostęp do oświadczeń majątkowych polityków.

Kolejne zagrożenie dla rzetelnego dziennikarstwa jest tym fundamentalnym. 2 listopada wypada, ustawiony w 2013 roku, Międzynarodowy Dzień Ukrócenia Bezkarności za Zbrodnie Przeciwko Dziennikarzom. Teoretycznie, temat przemocy, wymierzonej w przedstawicieli i przedstawicielki tego zawodu, nie dotyczy Polski. Nie jesteśmy wszak Rosją czy Meksykiem gdzie zabójstwa ludzi mediów zdarzają się z przerażającą regularnością. Za rządów Putina, tylko do kwietnia 2018 roku, zabito 158 osób. W Meksyku kilka miesięcy temu zabito kolejnego dziennikarza. Oba te kraje znajdują się na szarym końcu stworzonego przez Reporterów bez Granic – Światowego Rankingu Wolności Prasy. Zbrodnie przeciwko dziennikarzom i dziennikarkom zdarzają się jednak również w Unii Europejskiej. W 2018 roku w Słowacji zamordowano dziennikarza śledczego Jána Kuciaka oraz jego narzeczoną Martinę Kušnírovą. Tutaj o bezkarności nie mogło być mowy – fala oburzenia, która przeszła przez kraj przyczyniła się między innymi do wyboru na prezydentkę Zuzany Čaputovej. Słowacja w rankingu Reporterów bez Granic zajmuje 35 miejsce.  W październiku zeszłego roku w Bułgarii zgwałcono i zamordowano Victorię Marinovą, jakkolwiek władze kraju stanowczo zaprzeczyły, że miało to cokolwiek wspólnego z jej pracą (Marinova zajmowała się tematem korupcji – Bułgaria ma opinię najbardziej skorumpowanego państwa w UE), to zarówno mieszkańcy kraju jak i międzynarodowa opinia publiczna miały w tej kwestii poważne wątpliwości. Bułgaria w rankingu Reporterów bez Granic zajmuje 111 miejsce. Wciąż trwają kontrowersje wokół śmierci maltańskiej dziennikarki zajmującej się korupcją w najwyższych kręgach władzy Daphne Caruany Galizi, która zginęła w zamachu bombowym. Rodzina ofiary domaga się zmiany urzędników, którzy mają prowadzić (swoją drogą mocno opóźnione) śledztwo w tej sprawie i zwraca uwagę na ich powiązania z obecną administracją i osobami zamieszanymi w pranie brudnych pieniędzy. Malta w rankingu Reporterów bez Granic zajmuje 77 miejsce.  

Jeżeli chodzi o sytuację Polski, to znajdujemy się na 59 miejscu Światowego Rankingu Wolności Prasy. W Fundacji ePaństwo wiemy, że praca dziennikarzy, ma krytyczne znaczenie dla demokracji, przejrzystości i przeciwdziałania korupcji, czyli obszarów, które są dla nas kluczowe, dlatego przy okazji Międzynarodowego Dnia Ukrócenia Bezkarności za Zbrodnie Przeciwko Dziennikarzom, zadaliśmy samym zainteresowanym pytania dotyczące ich opinii na temat stanu obecnego i przyszłości dziennikarstwa.

Fundacja ePaństwo: Dlaczego uważasz, że Twoja praca jest ważna w kontekście przejrzystości życia publicznego i przeciwdziałania korupcji?

Ewa Ivanova, Gazeta Wyborcza Z moich doświadczeń wynika, że szereg organów państwa w Polsce wciąż reaguje na patologie życia publicznego – takie jak korupcja – dopiero wtedy gdy zostaną nagłośnione publicznie przez dziennikarzy. Media odgrywają więc istotną rolę, nagłaśniając problem i zmuszając decydentów do reakcji. Stawiają trudne pytania, rozliczają służby z ich działalności. Naciskają. Wywierają presję. Sens swojej pracy widzę wtedy, gdy po wielu mailach, telefonach czy wnioskach udaje się skłonić urzędników czy funkcjonariuszy do zainteresowania problemem, czy ujawnienia jakiś informacji. Czasem to trwa. Czasem się nie udaje. Ale zdarzają się też zaskakująco sprawne reakcje organów. Jako dziennikarz niestety widzę, że obywatele nie mają zaufania do organów państwa i nie wierzą w moc sprawczą swoich działań. Dlatego sygnaliści coraz chętniej alarmują o nieprawidłowościach media, a nie służby powołane do zwalczania nieprawidłowości. Służb często się obawiają.

Bertold Kittel, TVN24 – Dziennikarze są odbiorcami ogromnej liczby sygnałów ze źródeł, które z różnych powodów nie chcą kontaktować się z instytucjami podlegającymi rządowi. Potrafią nie tylko weryfikować i analizować informacje, ale aktywnie poruszają się w terenie, nawiązując bezpośrednie kontakty. Stąd niejednokrotnie najwcześniej wyłapują i alarmują o patologiach w życiu publicznym.

Patryk Słowik, Dziennik Gazeta Prawna – Ponieważ wielu polityków i urzędników – nie wiedzieć czemu – obawia się mediów, zaś nie obawia się społeczników. Przykładem jest walka o udostępnienie informacji na temat wykorzystywania kart służbowych przez sędziów Sądu Najwyższego. Wasza długa walka spotykała się z lekceważeniem ze strony PPSN [Red: O sprawie pisaliśmy tutaj]. Dopiero opisanie jej w gazecie, podchwycone przez inne media, spowodowało, że PPSN opublikowała dane (inna rzecz, że nie te, o której wnioskowano).

Jacek Prusinowski, Radio Plus – Prowadząc codzienne wywiady z politykami staram się ich możliwie skrupulatnie rozliczać i pytać o niewygodne sprawy. Politycy muszą mieć świadomość, że dziennikarze pamiętają o grzechach władzy i oczekują wyjaśnień przed, w moim przypadku, słuchaczami.

Marek Tejchman, Dziennik Gazeta PrawnaRedakcja powinna być organizacją która zbiera kompetencje grupy dziennikarzy i poddaje jej wewnętrznej weryfikacji. W ten sposób buduje zdolność do tego żeby profesjonalnie i obiektywnie badać rzeczywistość i opisywać ją w sposób przystępny odbiorcom. W takim rozumieniu zawiera się największa przewaga dziennikarstwa tradycyjnego nad aktywnością informacyjną obywateli w mediach społecznościowych. Przy prawidłowo działającej redakcji i rynku medialnym pozwolić to powinno na takie analizowanie i opisywanie sfery publicznej, która będzie zwiększała przejrzystość, ale jednocześnie pozwalała na zwiększanie poziomu zaufania w społeczeństwie. W skrócie – żeby poważnie i spokojnie opisywać rzeczywistość potrzebujemy profesjonalnej organizacji w której indywidualny subiektywizm będzie równoważony przez organizacyjną przejrzystość. Taki model dziennikarstwa rozumianego jako  profesjonalne opisywanie rzeczywistości jest dla mnie kluczową służbą publiczną dlatego, że pozwala racjonalizować podejmowanie decyzji przez obywateli. Wybory podejmować można w sposób dojrzały – oparty na maksymalnym możliwym zrozumieniu coraz bardziej skomplikowanego współczesnego świata.

Fundacja ePaństwo: Na ile negatywne komentarze, używane przez niektórych polityków i polityczki w stosunku do dziennikarzy i dziennikarek powodują, że wzrasta obawa o bezpieczeństwo wśród samych zainteresowanych, co może wpłynąć na bezkompromisowość w opisywaniu prawdy, a tym samym mieć negatywny wpływ na demokrację?

Ewa Ivanova, Gazeta Wyborcza Dziennikarze podejmujący trudną tematykę polityczną, czy śledczą liczą się z negatywnymi reakcjami polityków. Mają to ryzyko niejako wkalkulowane w swoją pracę. Obawy pojawiają się wtedy, gdy politycy od słów przechodzą do czynów. Kiedy nie dowodzą swoich racji, ale zastraszają redakcje i dziennikarzy procesami. Widmo wielomilionowych roszczeń może wywierać efekt mrożący. Może zniechęcać do podejmowania tematów ważnych dla życia publicznego. Podobny wpływ mogą wywierać nieproporcjonalne i nieracjonalne reakcje służb i organów ścigania, które bywają instrumentalnie wykorzystywane przez polityków do zastraszania mediów. Chodzi np. o takie sytuacje kiedy prokuratura prowadzi postępowanie z art. 212 kk z zawiadomienia prezesa partii rządzącej na dziennikarzy ukazujących niejasną działalność biznesową szefa ugrupowania politycznego.

Bertold Kittel, TVN24 – Celem podważanie wiarygodności dziennikarzy jest wyeliminowanie ich jako źródła wiarygodnych informacji dla opinii publicznej. Skutkiem ma być chaos informacyjny i brak wiarygodnych informacji o działaniach polityków.

Patryk Słowik, Dziennik Gazeta Prawna – Moim zdaniem wcale. Wielu dziennikarzy wręcz buduje całe narracje na poczuciu zagrożenia, przy czym wydaje mi się ono na pokaz. Jeśli zaś o mnie chodzi, nauczyłem się już, że gdy polityk mówi, że coś zrobi, oznacza to, że… mówi.

Jacek Prusinowski, Radio Plus – Negatywne komentarze pod adresem dziennikarzy w Polsce nie oznaczają spadku poziomu ich bezpieczeństwa. Inaczej wygląda to w przypadku pracowników mediów publicznych, którzy po krytyce przedstawiciela obozu władzy mogą realnie obawiać się o stanowisko, a w konsekwencji swoje bezpieczeństwo finansowe. Znam historię ministra, który oczekiwał zwolnienia dziennikarza publicznego medium po trudnym wywiadzie, na szczęściu nie pozwolił na to redaktor naczelny.

Marek Tejchman, Dziennik Gazeta Prawna – Krytyka spadająca na dziennikarzy jest czymś naturalnym i pożądanym – pod warunkiem że mieści się w cywilizowanych normach  i jest oparta na argumentach. Uważam że w Polsce za niski poziom debaty publicznej w dużym stopniu odpowiadają sami dziennikarze – jesteśmy słabi merytorycznie, słabo przyjmujemy krytykę, nie potrafimy być konsekwentni w swoich wezwaniach do uczciwości i obiektywizmu – zbyt często przeszkadzają a nam w tym polityczne i osobiste sympatie. Jednak jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest narastająca agresja werbalna, brak szacunku i stałe próby polityczno  biznesowej korupcji której jako środowisko jesteśmy poddawani. W kontekście poziomu i jakości demokracji – polityczna agresja przeniosła się na świat dziennikarski i według mnie w ostatnich latach doprowadziła do tego że w znakomitym stopniu straciliśmy zdolność do dbania o przejrzystość w życiu publicznym.

Fundacja ePaństwo: Jaki wpływ na zaufanie społeczeństwa do pracy mediów ma deprecjonowanie pracy dziennikarzy i dziennikarek przez polityków i polityczki?

Ewa Ivanova, Gazeta Wyborcza – Może to naiwne, ale mam nadzieję, że wypowiedzi polityków nie mają wielkiego wpływu na ocenę pracy dziennikarek i dziennikarzy. Gdy rozmawiam z czytelnikami widzę, że z założenia nie ufają politykom. Że mają więcej zaufania do mediów niż ludzi władzy. Liczę, że to trwałe. Że odbiorcy na przekór politykom nie będą tracić zaufania do środowiska dziennikarskiego. 

Bertold Kittel, TVN24 – Z powodu podważania wiarygodności różnych mediów znaczna część odbiorców wyrobiła sobie błędny pogląd, że wszystkie media są w Polsce stronnicze, tylko stoją po przeciwnych stronach barykady, ale w gruncie rzeczy robią to samo. W rzeczywistości część mediów w Polsce znalazła się pod polityczną i merytoryczną kontrolą rządu, a zamiast informować – agituje, uprawia propagandę.

Patryk Słowik, Dziennik Gazeta Prawna – Tu niestety ten wpływ jest znaczny. Niemal wszyscy politycy wytykają mediom – często słusznie – brak bezstronności i braki warsztatowe. Politycy z reguły to robią, by się wybielić. Natomiast przeciętny odbiorca przekazu często w ślad za politykiem generalizuje i uważa, że wszystkie media i wszyscy dziennikarze są nierzetelni.

Jacek Prusinowski, Radio Plus – Z pewnością negatywny, ale nie bardziej niż niemal otwarte popieranie przez dziennikarzy konkretnych partii politycznych, a z tym fatalnym zjawiskiem mamy do czynienia coraz częściej.

Marek Tejchman, Dziennik Gazeta Prawna – Sami ciężko zapracowaliśmy na brak szacunku odbiorców – pychą, zadufaniem, brakiem profesjonalizmu  i nieumiejętnością opisywania rzeczywistości w sposób jednocześnie mądry i ciekawy. Komentarze i agresja polityków bardzo nam w tym jednak pomogły. Zaprzęgły w wielu z nas w mechanizmy partyjnej propagandy. Traktowanie nas jako „wrogów” przyczyniło się do odebrania nam możliwości służenia obywatelom.

Źródło grafiki: https://dailytimes.com.pk/224578/danger-of-social-media/