Podczas konferencji prasowej 9 stycznia 2019 r. Prezes Narodowego Banku Polskiego mówił w kontekście planów opracowania ustawy o jawności wynagrodzeń w tej instytucji, że  „to bardzo utrudni pracę bankowi. Bardzo utrudni nabór. Bardzo utrudni wyróżnianie. Ale jak będzie prawo, to wykonam je co do kropki.” Zdaje się, że właśnie to go czeka, bo do Sejmu trafił właśnie projekt ustawy zakładający ujawnienie wynagrodzeń wybranych pracowników Banku. Czy ustawa w ogóle była potrzebna? Czy to faktycznie taka fatalna informacja dla Banku? Jakie rozwiązania znalazły się w projekcie? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w poniższym tekście.

Dzisiaj, na stronach Sejmu pojawił się projekt o zmianie ustawy o Narodowym Banku Polskim oraz ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. Jak widać, nie zdecydowano się na ewentualne sprecyzowanie przepisów obowiązującej  ustawy o dostępie do informacji publicznej, co jest fatalnym sygnałem dla Banku i dla innych instytucji publicznych. Ale z innych powodów niż tych, które podniósł Prezes Glapiński podczas słynnej konferencji.

Mamy systemowy problem

Jednym z większych problemów z dostępem do informacji w Polsce jest to, że wbrew temu, że może wydawać się, że jest to system scentralizowany z uwagi na obowiązywanie ustawy o dostępie do informacji publicznej, istnieje wiele odmiennych regulacji dotyczących jawności życia publicznego. Dotyczy to m.in. publikacji oświadczeń majątkowych, udostępnienia materiałów archiwalnych czy geodezyjnych. Powoduje to zamieszanie wśród obywateli chcących dowiedzieć się o działalności władz publicznych, ale również niepewność co do zastosowania właściwego trybu wśród instytucji udostępniających dane publiczne. Przedstawiony dzisiaj projekt jeszcze bardziej rozszczelnia system dostępu, a rządzący dają sygnał instytucjom publicznym, że ostra debata publiczna może być przecięta wprowadzeniem nowego, rozrzedzonego prawa. A wystarczyłoby przestrzegać obowiązującego.

Już w 2014 r. Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził, że NBP dysponuje mieniem publicznym i stanowi organ władzy publicznej. Jest więc podmiotem zobowiązanym do udostępnienia informacji publicznej. Oznacza to również, że z uwagi na art. 5 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej wynagrodzenia pobierane przez kierownictwo Banku – w tym jego departamentów – nie będzie korzystać z ochrony przewidzianej przez prawo do prywatności, gdyż wynagrodzenia tych osób dotyczą dysponowania majątkiem publicznym. Prezes mógł już 9 stycznia udostępnić te dane. Zobaczyłby z pewnością, że jego czarne wizje się nie potwierdziły.

Polityka ważniejsza niż prawo

Z przyczyn politycznych, bo na pewno nie prawnych, zdecydowano się jednak na opracowanie nowych przepisów, które sprawę załatwiają jedynie fragmentarycznie. Reszta to gra pozorów.
Po pierwsze, projekt nie załatwia problemu żądania informacji o wynagrodzeniach na bieżąco. Zaproponowana zmiana ustawy o Narodowym Banku Polskim zakłada, że „Wysokość wynagrodzeń Prezesa, Wiceprezesów, Członków Zarządu, osób zajmujących wyższe stanowiska kierownicze, w szczególności osób kierujących komórkami organizacyjnymi oraz zastępców osób kierujących komórkami organizacyjnymi, oraz uchwała Zarządu NBP w sprawie zasad wynagradzania pracowników NBP są jawne i podlegają publikacji przez Prezesa NBP w Biuletynie Informacji Publicznej do dnia 31 marca roku kalendarzowego następującego po roku kalendarzowym, którego dotyczy publikacja.” Oznacza to, że jeżeli ktoś będzie chciał poznać w czerwcu 2019 r. wynagrodzenie dyrektora departamentu NBP za maj 2019 r. będzie musiał poczekać do końca marca 2020 r. Tymczasem, mimo twierdzeń Prezesa Banku, ustawa o dostępie do informacji publicznej już teraz daje możliwość uzyskania tej informacji. Wprowadzenie nowych przepisów, a więc odrębnego trybu dostępu, może jeszcze bardziej utrudnić jej stosowanie.

Oświadczenia do szuflady i ucięcie dyskusji.

Ponieważ w debacie na temat wynagrodzeń w NBP przewijał się wątek oświadczeń majątkowych, autorzy projektu zdecydowali się na zmiany w ustawie o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. Do katalogu osób zobowiązanych do złożenia oświadczeń  dopisano m.in. dyrektorów departamentów. Nie zmieniono jednak przy okazji art. 10 ust. 3 ustawy, który stanowi, że oświadczenia są tajemnicą prawnie chronioną. Oznacza to, że owe oświadczenia majątkowe i tak nie będą jawne.
Projekt przewiduje również, że informacje o wynagrodzeniach osób zajmujących kierownicze stanowiska w latach 1995 – 2018 zostaną udostępnione na stronie BIP Banku w ciągu 30 dni od wejścia projektowanej ustawy w życiu. To chyba jedyny aspekt tej ustawy, który odpowiada na żądania opinii publicznej. Jeżeli ustawa zostanie uchwalona w na posiedzeniu Sejmu w lutym to jest szansa, że pod koniec marca będą ujawnione wynagrodzenia za 2018 r, a o nich było najgłośniej. Ale czy do tego potrzebna jest zmiana prawa? Jeszcze raz podkreślę, że nie.

Betonowanie tajemnic

To czego nam potrzeba to tylko i aż wykonywania obowiązującego prawa. Kolejna specustawa tylko zaciemnia obraz polskiej administracji. Na początku stycznia złożyliśmy wniosek o udostępnienie rejestrów umów zlecenia i o dzieło zawartych przez Narodowy Bank Polski. Ten już odpisał, że musi dokonać analiz i coś tam odpowie w marcu. Czy projekt ustawy przekona Bank by odpowiedział pozytywnie? Nie. Projekt ustawy utwierdzi Prezesa w przekonaniu, że nie musi stosować obowiązujących przepisów. Wypełni do kropki tylko projektowane przepisy. Resztę, jak do tej pory, zignoruje. I to jest najbardziej fatalna wiadomość dla przejrzystości życia publicznego.