Porozumienie podpisane w ubiegłym tygodniu przez Ministerstwo Cyfryzacji i Facebooka jest wyjątkowe i obydwu stronom należą się szczere gratulacje. Można też mieć nadzieję, że to dopiero początek i efektem działania porozumienia będzie wprowadzenie, przynajmniej częściowo, niezależnych mechanizmów kontroli internetowego giganta. To co rozczarowuje i nieco psuje efekt radości z osiągniętego porozumienia to mało przejrzysty proces dochodzenia do niego, a co za tym idzie brak pewności czy przyjęty model odpowiada na najbardziej palące problemy.

Przypomnijmy, że porozumienie zakłada dodatkową ścieżkę „odwołania” się do Facebooka w przypadku zablokowania przez niego treści na podstawie tzw. standardów społeczności. Facebook wprowadził niedawno mechanizm odwoływania się od blokady, ale najwidoczniej MC i sama platforma uznały tę drogę za mało skuteczną i skoncentrowano się teraz się na stworzeniu kolejnego piętra w postępowaniu odwoławczym. Chociaż trudno mówić o odwołaniu rozumianym jako kontrola niezależnego organu. Bardziej przypomina to znany z postępowania administracyjnego wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy, bo instancją odwoławczą jest sam Facebook. I to kolejny raz.

Czy to optymalne rozwiązanie?

Wniosek w trybie określonym w porozumieniu, a więc za pośrednictwem stworzonego przez MC i NASK punktu kontaktowego można złożyć jeśli Facebook nie odpowiedział na odwołanie dotyczące blokady treści lub podtrzymał decyzję o blokadzie. W informacji o zawartym porozumieniu zabrakło mi danych, czy to naprawdę jest pierwszorzędny problem w kontaktach platforma – obywatele i czy przedmiotem rozmów były też inne wyzwania.  Wiadomo, że część tzw. środowisk prawicowych skarżyła się na blokowanie zamieszczanych na Facebooku treści, a na pewno działanie pracowników platformy było w wielu przypadkach zbyt pochopne. Nie wiemy jednak czy wewnętrzny system odwoławczy również się nie sprawdził. Czy rzeczywiście niesłusznie podtrzymano decyzję o blokadzie? Nie wiadomo również na ile systemowy jest problem związany z brakiem odpowiedzi na odwołanie złożone w takim trybie.

Bez odpowiedzi na te pytania trudno również ustalić czy przyjęty w porozumieniu mechanizm jest skutecznym lekarstwem na ewentualne niedostatki dotychczasowych rozwiązań. Jednym słowem, brakuje nam wyników diagnozy by ocenić czy terapia jest potrzebna, a jeśli tak to czy została dobrze zaplanowana. Zewnętrzny obserwator może mieć co do tego wątpliwości, bo skoro wewnętrzny mechanizm odwoławczy jest uznany za nieskuteczny to dlaczego zdecydowano się ponownie oddać decyzję o „odblokowaniu” treści pracownikom tego samego Facebooka? MC i NASK jedynie przekazują platformie wniosek o ponowne zbadanie sprawy ale nie posiadają żadnych mechanizmów wpływania na jego rozstrzygnięcie.

Dobry krok, ale nie wiemy co jest na horyzoncie

Pozytywnym pomysłem określonym w porozumieniu jest zobowiązanie się Facebooka do przekazania użytkownikowi „uzasadnionej” odpowiedzi. Nie zostały jednak ujawnione ewentualne elementy tego uzasadnienia, stąd trudno ocenić na ile jest ono wyczerpujące.  Więcej wiedzy o zjawisku ewentualnych problemów mogłyby powiedzieć również dane przetwarzane przez punkt kontaktowy, a więc ilość wniosków i sposoby ich rozpatrzenia. Niestety z porozumienia nie wynika, czy dane takie będą dostępne dla opinii publicznej.

Zdaję sobie sprawę, że umowa, którą Facebook zawarł z polskimi władzami jest przełomem w stosunkach platform z rządami państw. Doceniam chęć obydwu stron do ułatwienia życia użytkownikom Facebooka i pozytywnie oceniam ich intencje. Dość skromne zapisy porozumienia wynikają pewnie z tego, że jest to dopiero pierwszy krok i przyjdzie jeszcze czas na zaspokojenie większych apetytów. Największe zastrzeżenia mam do tego, że proces dochodzenia do porozumienia nie był bardziej otwarty na głosy i ocenę samych użytkowników (lub po prostu nie przekazano takich informacji) i wciąż dość mało wiemy o ich potrzebach.  Z ujawnionych do tej pory informacji nie dowiemy się również ile będzie kosztował system do obsługi wniosków i kto za niego zapłaci, choć można wywnioskować, że będzie to NASK odpowiedzialny za wdrożenie systemu. To istotna informacja, bo dotyczy tego, czy płacą za niego wszyscy podatnicy, czy wyłącznie użytkownicy Facebooka. A to z kolei pokaże kto ponosi koszty regulacji platform.