Nie po raz pierwszy zajmujemy się sprawą spotkań polityków i urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości z osobami pełniącymi funkcje sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Tym razem, zmowa milczenia wokół szczegółów rozmowy Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry z sędzią Julią Przyłębską przerosła nasze wyobrażenia. Jest to tym bardziej niepokojące, że sygnałów o wpływaniu przedstawicieli władzy wykonawczej, w tym prokuratury na sądy i Trybunał jest znacznie więcej.

Dzięki informacji od jednego z naszych czytelników, dowiedzieliśmy się, że w dniu 29 maja 2018 r. odbyło się w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego spotkanie Zbigniewa Ziobry z Julią Przyłębską. To, że takie spotkanie się odbyło potwierdziło później Ministerstwo Sprawiedliwości oraz Trybunał Konstytucyjny. I to jest jedyny konkret, który udało nam się uzyskać na temat tego spotkania. Odpowiedzi na inne zadane pytania były wymijające lub zupełnie nie na temat. Trybunał przedłużał dodatkowo termin odpowiedzi, udzielając jej dopiero po dwóch miesiącach od złożenia przez nas wniosku.

Ucieczka Ministra

Wiedząc już, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie chciało udostępnić notatki z tego spotkania, chcieliśmy znaleźć odpowiedź na inne pytania dotyczące jego szczegółów.
10 lipca zwróciliśmy się do Ministra z następującym wnioskiem:

W imieniu Fundacji ePaństwo, na podstawie art. 2 ust 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej zwracam się z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej w następującym zakresie:

1. Powód (temat) spotkania Ministra Sprawiedliwości z Prezes TK Julią Przyłębską w dniu 29 maja 2018 r.
2. Która ze stron zorganizowała spotkanie (przekazała zaproszenie)?
3. Kopii pism (np. zaproszenia), które poprzedzały spotkanie, o którym mowa w pkt 1 wniosku.

W dniu 18 lipca otrzymaliśmy odpowiedź, która sprawia wrażenie, że w najlepszym wypadku, nasz wniosek nie został przeczytany dokładnie. Prawdziwym powodem może być jednak gra na czas i próba ucieczki od odpowiedzi o szczegóły spotkania. Ministerstwo odpowiedziało, że:

W odpowiedzi na Pana wniosek o udostępnienie informacji publicznej z 10 lipca 2018 r. informuję, że przebieg spotkania nie został utrwalony, w szczególności poprzez sporządzenie protokołu czy nagrania. Należy wyjaśnić, że informacja publiczna dotyczy sfery faktów. Aby do konkretnej informacji miała zastosowanie ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (j. t. Dz. U. z 2016 r. poz. 1764 ze zm.) informacja ta przede wszystkim musi istnieć, a więc zostać zmaterializowana i być empirycznie weryfikowalna. Jeśli zatem informacja „istnieje” np. tylko w pamięci konkretnej osoby, to informacja taka nie jest informacją publiczną (por. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 9 grudnia 2010 r. sygn. akt I OSK 1797/10; wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 14 września 2017 r. sygn. akt 1I SAB/Kr 93/17).

Jak widzicie, pismo Ministerstwa, nie dość, że nie odnosi się do żadnego zadanego przez nas pytania, to sugeruje, że pytaliśmy o coś zupełnie innego. Złożyliśmy już w tej sprawie skargę na bezczynność do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Długi marsz Trybunału

Trybunał Konstytucyjny wybrał podobną taktykę, z tą różnicą, że przed przekazaniem odpowiedzi kompletnie nie na temat, kilka razy przedłużał termin udzielenia odpowiedzi na nasz wniosek.

18 lipca zwróciliśmy się Trybunału o odpowiedzi na identyczne pytania:

1. Powód (temat) spotkania Ministra Sprawiedliwości z Prezes TK Julią Przyłębską w dniu 29 maja 2018 r.
2. Która ze stron zorganizowała spotkanie (przekazała zaproszenie)?
3. Kopii pism (np. zaproszenia), które poprzedzały spotkanie, o którym mowa w pkt 1 wniosku.

W dniu 1 sierpnia otrzymaliśmy odpowiedź (typową zresztą dla Trybunału), w której poinformowano, że „że ze względu na szeroki zakres wcześniej złożonych wniosków o dostęp do informacji publicznej oraz konieczność przygotowania szczegółowych odpowiedzi, Pana prośba zostanie rozpatrzona w terminie do 15 sierpnia br.” Podobną informację otrzymaliśmy 14 sierpnia. Przedłużono nam termin do 31 sierpnia, a tego dnia przekazano pismo informujące, że odpowiedź zostanie udzielona 18 września. Tak się rzeczywiście stało…chociaż odpowiedź ta znowuż nie ma wiele wspólnego z naszymi pytaniami. Trybunał po dwóch miesiącach stwierdził, że:

Odpowiadając na wniosek z 18 lipca 2018 r. o dostęp do informacji publicznej, informujemy, że żądana informacja nie stanowi informacji publicznej, o której mowa w art. 1 ust. 1 i art. 6 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2018 r. poz. 1330).
Objęte wnioskiem żądanie dotyczy informacji, które co do zasady mogą być zawarte w kalendarzu/terminarzu spotkań – dokumencie sporządzonym na użytek wewnętrzny. Zgodnie z przepisami prawa dokumenty na użytek wewnętrzny nie są informacją publiczną, ani nie stanowią podstawy do wytworzenia informacji mających charakter informacji publicznej.

Jak widać, i tym razem, udzielona odpowiedź w ogóle nie odnosi do naszych pytań, a Trybunał, podobnie jak wcześniej Ministerstwo próbuje sugerować, że pytamy o inne rzeczy. Należy jedynie docenić, że uzasadnienie dla tego uniku przed ujawnieniem szczegółów spotkania było nieco odmienne. Choć równie bezzasadne.

Elity nie mają monopolu na wiedzę

Dlaczego obie instytucje ukrywają szczegóły tego spotkania? Czy mogło chodzić o ustalenie postępowania Trybunału w związku z wnioskiem Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry o zbadanie dopuszczalności ułaskawienia polityków PiS przez Prezydenta? A może miało to związek z „przejmowaniem” Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa i ewentualnej roli Prezesa Trybunału w tych działaniach?

Odpowiedzi Ministra i Trybunału wskazują, że nie była to tylko kurtuazyjna wizyta i z jakiegoś powodu, urzędnicy nie chcą by opinia publiczna znała szczegóły tego spotkania. Każdy ma prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej i relacje jakie między nimi zachodzą. Szczególnie, że takie relacje wiążą się z realnym zagrożeniem upolitycznienia sądów i Trybunału. Ta informacja się nam – obywatelom i obywatelkom – po prostu należy. Elity polityczne nie mają bowiem monopolu na wiedzę o działalności organów publicznych.