Od tygodnia komentujemy różne aspekty projektu ustawy o jawności życia publicznego. Szczególną uwagę zwracamy na wprowadzenie nowego ograniczenia – uporczywego wniosku. Pokażemy wam na przykładzie jak to będzie działać.

Ryzyka? Proszę bardzo!

Uruchomiliśmy niedawno nową odsłonę danych na temat kosztów zagranicznych delegacji posłów. Chcieliśmy włączyć również dane dotyczące podróży ministrów. Wydawało się to  prostsze bo nie chodzi o 460 osób, ale o jednego ministra. Wnioski złożyliśmy w każdym resorcie.

Niektóre ministerstwa nie miały problemu z udostępnieniem informacji, a inne (m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa wyższego) uznały, żądane informacje za informacje przetworzone z uwagi na szeroki zakres informacji wymagający większych analiz.

Uzasadniły to powołując się na istniejący i obecnie w ustawie o dostępie do informacji publicznej przepis mówiący o udostępnianiu informacji przetworzonej w zakresie w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego. W projekcie ten przepis pozostaje ale usunięto wymóg wskazania, że należy wykazać szczególnie istotny interes publiczny. Wydaje się, że dobrze, bo nie będzie już podstawy do odmowy udostępnienia informacji przetworzonej. Ale to tylko pogarsza sprawę

Co to jest informacja przetworzona?

Ponieważ nie zdefiniowano tego w ustawie, to praktyka wytworzyła różne podejścia do określenia tego pojęcia. Z jednej strony uważa się, że nadmierny wysiłek urzędników czyni wnioskowaną informację informacją przetworzoną

Wyrok NSA z 5 marca 2015 r. (I OSK 866/14)

Przetworzenie może bowiem polegać np. na wydobyciu poszczególnych informacji cząstkowych z posiadanych przez organ zbiorów dokumentów (które to zbiory mogą być prowadzone w sposób uniemożliwiający proste udostępnienie gromadzonych w nich danych) i odpowiednim ich przygotowaniu na potrzeby wnioskodawcy (opracowaniu nawet prostego zestawienia w tym zakresie). Tym samym również suma informacji prostych, w zależności od wiążącej się z ich pozyskaniem wysokości nakładów jakie musi ponieść organ, może być traktowana jako informacja przetworzona.

W innych wyrokach można spotkać się z opinią, że co prawda czasochłonność nie zawsze ma znaczenie dla oceny tego czy mamy do czynienia z informacją przetworzoną, ale gdyby było to trudne do pogodzenia z wypełnianiem innych obowiązków to już jako taką można ją określić.

Wyrok WSA w Warszawie z dnia 6 października 2014 r.( VIII SA/Wa 571/14)

“Zgodzić się należy ze skarżącą, że czasochłonność oraz trudności organizacyjno-techniczne lub biurowe, jakie wiążą się z przygotowaniem informacji publicznej, nie mogą zwalniać obowiązanych podmiotów z tego obowiązku. Informacją prostą, a nie przetworzoną jest informacja, którą podmiot zobowiązany może udostępnić w takiej formie w jakiej ją posiada, przy czym jej wyodrębnienie ze zbiorów informacji (rejestrów, zbiorów dokumentów, akt postępowań), nie jest związane z koniecznością poniesienia pewnych kosztów osobowych lub finansowych trudnych do pogodzenia z bieżącymi działaniami zobowiązanego do udzielenia informacji podmiotu”.

Wszystko zależy zatem od tego, w jaki sposób urzędy organizują obieg dokumentów, sposób ich przygotowania i jak zarządzają pracą pracowników. Teoretycznie zniknie obowiązek wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego, ale pojawi się za to nowy przepis wprost odwołujący się do przesłanki nadmiernego wysiłku dla urzędu.

Co to spowoduje? Urzędy nie będą uciekać się do uzasadniania, że informacja jest informacją przetworzoną tylko będą odmawiać ze względu na ów nadmierny wysiłek. Nie muszą bowiem oceniać, czy mimo tego wysiłku istnieje interes publiczny by informację udostępnić.

Relatywizm uderzający w równość wobec prawa

Wracając do przykładu naszego wniosku. Wszystkie ministerstwa otrzymały identyczne wnioski. O ile, jak można się domyśleć, Minister Spraw Zagranicznych podróżuje przez większość swojej pracy (co nie do końca usprawiedliwia bałagan w dokumentach), to Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie podróżuje więcej niż pozostali. Mimo tego, uznano, że udostępnienie tej informacji to nadmierny wysiłek.

Złożyliśmy wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy. Możemy też podnieść, że mimo tego wysiłków interes publiczny wymaga przejrzystości takich wydatków. Po zmianie, nie będzie to możliwe. Będziemy mogli wyłącznie polega na oświadczeniu urzędnika.

Nie ma powodów do zaufania

Takie rozwiązanie, jak w projekcie, niesie też ryzyko dyskryminacji w dostępie do informacji. Po pierwsze, nie motywując urzędu do poprawy sposobu przechowywania danych, sprawia, że ta sama informacja w podobnych urzędach może czasami być, a czasami nie informacją trudną do udostępnienia. Po drugie, przesłanka uporczywości, już sama w sobie zbyt szeroka powoduje, że pytający często dziennikarz prasy lokalnej lub lokalny aktywista ma mniejsze szanse otrzymać informację niż osoba pytająca raz na rok.

To, że organy będą nadużywać swoich uprawnień nie jest czarnowidztwem i podane wyżej przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej. Czynił tak zarówno Sąd Najwyższy, jak i związana z PiS burmistrz Rabki-Zdrój, gdzie na skutek jej działań podatnicy musieli złożyć się na kilkadziesiąt tysięcy złotych grzywny. A o tych problemach, w projekcie ustawy ani słowa.