Co łączy Roberta Lewandowskiego i Sąd Najwyższy? Absolutnie nic. No może poza jedną cyfrą. Robert Lewandowski strzelił w ciągu 9 minut meczu z Wolfsburgiem 5 bramek. Sąd Najwyższy potrzebował za to 5 lat aby odpowiedzieć Fundacji ePaństwo na proste pytanie: kiedy, w jakim trybie, w jakiej ilości oraz za jaką kwotę zostały zakupione przez Sąd Najwyższy od Wydawnictwa Wolters Kluwer Polska uprawnienia do korzystania z programu LEX? Na bramkach Roberta Lewandowskiego sporo osób zarobiło, a jeszcze więcej się z nich ucieszyło. Na sprawie Fundacji z Sądem Najwyższym stracili w zasadzie wszyscy.

Straciła Fundacja, bo otrzymanie odpowiedzi 18 lipca 2016 r. na wniosek złożony 22 czerwca 2011 r. wymagało poświęcenia dużej ilości czasu na pisanie odwołań, skarg, udział w postępowaniach sądowych. Stracił Sąd Najwyższy, bo oprócz zaangażowania swoich zasobów w podobnym wymiarze, stawiany jest często jako przykład instytucji nieprzejrzystej, szukającej (nieudolnie) kruczków prawnych byle by tylko nie udostępnić informacji o swoich finansach. Straciły sądy adminstracyjne, które tę samą sprawę rozpatrywały 6 razy (wyrok WSA z 10 stycznia 2012 r., II SA/Wa 612/13; wyrok NSA z 11 września 2012 r. I OSK 903/12; wyrok WSA z 23 maja 2013 r.  II SA/Wa 612/13; wyrok NSA z 10 stycznia 2014 r. I OSK 2075/13; wyrok WSA z 21 maja 2014 r. II SA/Wa 443/14 oraz wyrok NSA z 13 kwietnia 2016 r. I OSK 2781/14), które nie dość, że poniosły koszty znacznie przewyższające wysokość opłat to przeciąganie sprawy przez Sąd Najwyższy miało wpływ na opóźnienia w rozpatrywaniu innych, często bardziej skomplikowanych, spraw. Straciło też sądownictwo, bo zachowanie Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego wzmocnione jeszcze – również w wyniku tej sprawy –  przez złożenie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności ustawy o dostępie do informacji publicznej z Konstytucją RP, mogło negatywnie wpłynąć na postrzeganie wymiaru sprawiedliwości przez obywateli. Stracili wreszcie sami obywatele bo zobaczyli, że prawo może służyć złym celom, a organy władzy publicznej w sposób otwarty deprecjonują zasadę przejrzystości finansów publicznych.

Tej sprawy nie można ubrać w szaty skomplikowanego zagadnienia prawnego, czy wymagającego wielkiej rozwagi ważenia różnych interesów. Odpowiedź na wniosek Fundacji powinna zostać udzielona najpóźniej 14 dnia od złożenia wniosku. I na tym się sprawa powinna zakończyć.

Nie to jednak tak, że ten przypadek jest odosobniony, a jest to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Przykładów na podobną obstrukcję stosowaną przez instytucje publiczne jest mnóstwo. Warto przywołać chociażby trwający od 2012 r. i do tej pory nie rozstrzygnięty spór z Prokuratorią Generalną Skarbu Państwa o udostępnienie informacji w postaci wyroku trybunału arbitrażowego. I tu również Prokuratoria stara się wykorzystać wszystkie możliwości by nie udzielić rządanej informacji.

Trzeba taką praktykę nazwać otwarcie. To jest właśnie to nadużywanie prawa do informacji, o której tak lubią mówić i pisać niektórzy urzędnicy i urzędniczki. Zamiast przekazać prostą informację wolą, angażując środki pochodzące z budżetu państwa, naraża się obywateli na długotrwałe postępowania i na to by dane, których oczekiwali się zdezaktualizowały. To znana z futbolu taktyka na zmęczenie przeciwnika. Ale w tym meczu obywatel nie powinnien być utożsamiany z przeciwnikiem ale z równorzędnym partnerem, a udostępnienie informacji to nie odpadnięcie z mistrzostw, ale właśnie wygranie finału.

PS. Sąd Najwyższy korzysta(ł) z programu LEX w wyniku akceptacji oferty Wydawnictwa Wolters Kluwer Polska oraz złożeniu na jej podstawie zamówienia, a wydano na to kwotę 21,726,72 złotych. Pełna odpowiedź Sądu Najwyższego zawiera 21 linijek (większość to pojedyńcze słowa). Tyle samo bramek strzelił jeden zawodnik w trakcie meczu szwedzkiej 7 ligi. Wystarczyło mu na to 90 minut.

 

Zdjęcie: By Rdikeman at the English language Wikipedia, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=70797