Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, że blog wikiduszniki.pl nie jest prasą w rozumieniu Prawa prasowego, a tym samym nie podlega obowiązkowi rejestracji. Ten wyrok ma znaczenie dla setek osób, które w wirtualnej przestrzeni dzielą się z innymi pozyskanymi informacjami, opiniami, a często pozostają strażnikami lokalnej władzy

Sprawa wikiduszniki.pl nie jest oczywista. Z jednej strony całe postępowanie sądowe zakończone prawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego 27 czerwca 2016 było ewidentnym przejawem zemsty wójta za krytyczne – ale dobrze udokumentowane – teksty na temat jego działalności. Autorzy bloga byli anonimowi, co miało chronić ich przed jeszcze większymi konsekwencjami swojej działalności. Częste są bowiem przykłady rozmaitych represji ze strony władz za zadawanie im zbyt śmiałych pytań lub podnoszenia w wątpliwość ich kompetencji. Obowiązek rejestracji oznacza, że przynajmniej dane wydawcy i redaktora naczelnego bloga stają się powszechnie dostępne. Z tego też względu postępowanie obserwowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Warto zwrócić również uwagę, że przepisy ustawy Prawo prasowe nie uwzględniają rozwoju nowych technologii dzięki którym każdy może zostać dziennikarzem, odnoszą się bowiem głównie do tradycyjnie wydawanej prasy, a nowe technologie oznaczają np. użycie radiowęzła zakładowego.

Z drugiej zaś strony, brak obowiązku rejestracji takiej strony oznaczać będzie mniejszą ochronę osób, o których blogerzy piszą. A więc i mniejszą odpowiedzialność piszących. Wyłączenie obowiązku rejestracji, a więc brak obowiązków wynikających z Prawa prasowego nałożonych na „wydawcę”, wiązać się będzie z niemożliwością wyegzekwowania publikacji sprostowania lub, niezależnie co o tym obowiązku myślimy, braku obowiązku autoryzacji prezentowanych wypowiedzi. Utrudniona będzie również ochrona źródeł informacji, czyli osób, które niekiedy ryzykując poniesienie konsekwencji zawodowych informują dziennikarzy o nieprawidłowościach w swoich miejscu pracy.

Czy należy się zatem cieszyć z takiego rozstrzygnięcia? Biorąc pod uwagę okoliczności sprawy i ryzyko zbiurokratyzowania i nadmiernego ograniczenia przekazu informacji i wolności wyrażania opinii na pewno tak. Potraktowałbym jednak ten wyrok jako przyczynek do pogłębionej dyskusji na temat czym jest prasa i kim są dziennikarze w dobie internetu, jaka jest odpowiedzialność osób, które wyrażają swoje opinie na blogach czy w mediach społecznościowych. Nie bez powodów nazywamy bowiem media IV władzą i możemy z łatwością wyliczyć przykłady wpływania na opinie publiczną informacjami, za które ich autorzy nie ponoszą odpowiedzialności. Chodzi jednak o to by nie wylać dziecka z kąpielą i nie wymagać od każdej regularnie publikującej osoby spełnienia obowiązków, które są być może w jej przypadku zupełnie niepotrzebne lub mogą zagrozić interesowi publicznemu.

Jednym słowem, piłeczka jest po stronie rządzących, to oni muszą rozpocząć bowiem prace nad reformą Prawa prasowego, które zapewni pewność obrotu prawnego czyli, ujmując to prościej, da każdej osobie wydającej blogi pewność jaka jest jej sytuacja prawna, co powinna, a czego nie musi robić. Pamiętać należy przy tym, że odpowiedzialność za słowo musi się trwale wiązać z wolnością jego wyrażania.

Sygnatura akt: II W 698/15