W najbardziej popularnym rozumieniu hakaton jako formuła wspólnej pracy sprowadza się do przebywania w jednym miejscu, wyznaczenia sobie realistycznych celów i maksymalnie efektywnego wykorzystania wspólnie spędzonego czasu na pracę nad produktem. W większości przypadków ludzie wyobrażają sobie to tak: zaczynamy pracę, „walczymy” kilkanaście/kilkadziesiąt godzin, a na koniec hakatonu mamy gotowy projekt, który podbije świat. Tak, często tak to działa, ale…warto też zobaczyć inne korzyści z uczestnicwa w hakatonie – wczorajszy Central Open Data Hackathon podsumowuje Michał Mach, jeden z mentorów i weteran tego typu wydarzeń. 

michal mach

Hakaton gromadzi kilkanaście-kilkadziesiąt-kilkaset osób, które zainteresowane są tym samym tematem. Czy to nie jest doskonała okazja, żeby porozmawiać z podobnie myślącymi? Jeżeli Twoim celem jest „przegadanie” swoich pomysłów, skonfrontowanie ich z poglądami i pomysłami innych osób, to hakaton jest świetnym do tego miejscem. Wielokrotnie widywałem zespoły, które za cel postawiły sobie intensywną pracę nad samym planem projektu i spędzały całe dwa dni na „brainstormowaniu”, rysowaniu schematów, testowaniu pomysłów wśród innych uczestników i pracy z mentorami. Na koniec drugiego dnia nie mieli co prawda żadnego produktu, ale kończyli pracę z solidnie przepracowanym planem przedsięwzięcia i przekonaniem, że warto się nim zająć. A nawet gdyby wyszli bez gotowego planu – jak podobno mawiał jeden z klasyków zarządzania (a przy okazji generał i prezydent): „plan jest niczym, planowanie jest wszystkim”.

Skoro już mowa o zgromadzonych w jednym miejscu osobach – hakatony są doskonałym miejscem do prowadzenia networkingu. Mało kto jest w stanie produktywnie pracować przez cały czas trwania hakatonu – trzeba czasem rozprostować kości czy zajrzeć przez ramię innym grupom. Doskonała okazja, żeby wymienić się kontaktami, porozmawiać o doświadczeniach i umiejętnościach innych osób – innymi słowy zbudować sobie bazę adresową, która może okazać się pomocna w Twoich przedsięwzięciach już po hakatonie (lub też na kolejnych hakatonach). Nie wspominam już o kontaktach z mentorami i mentorkami – zawsze warto mieć namiary do osób, które dysponują wieloma różnymi doświadczeniami i dalszą siecią kontaktów.

Dobrze – networking, planowanie, ale przecież nie po to przychodzę na hakaton, żeby tylko rozmawiać? Zgadza się – przyłączasz się do któregoś z zespołów i pracujesz. Nie masz umiejętności technicznych? Nic straconego. Może umiesz posługiwać się arkuszem kalkulacyjnym? Niejeden projekt potrzebował pomocy w oczyszczaniu i porządkowaniu danych. Arkusz kalkulacyjny jednak nie? Może w takim razie chcesz nauczyć się obsługi Open Refine? Pół godziny wstępnego rozeznania po opieką mentora lub mentorki, kolejne pół prób i błędów – i zaczynasz przygotowywać dane do importu do bazy któregoś z projektów.

Dane i cyfry to nie jest to co lubisz najbardziej? Zrób dla któregoś z projektów sondaż wśród uczestników i uczestniczek hakatonu (a może wśród swoich znajomych na którejś z sieci społecznościowych?) – czy przekaz, jaki proponuje projekt do nich trafia? Czy mają jeszcze jakieś potrzeby, oprócz tych które zaspokaja projekt? To tylko przykłady, wszystkich możliwości jest wiele – nie trzeba zajmować się grafiką, programowaniem ani analizą statystyczną, żeby wziąć udział w hakatonie. Wystarczy mieć chęć działania i otwartość do pracy z innymi.

hakaton 2

 

 

 

 

 

 

Na sam koniec jeszcze jeden powód, dla którego warto było wybrać się na CEEHack. Nie każdy normalnie ma czas i możliwości realizować projekty społeczne „na boku”, obok codziennych zajęć i pracy. Tymczasem hakaton to okazja, żeby jednak coś zrobić. Projekty realizowane na hakatonach społecznych są uosobieniem prawdziwych działań oddolnych – nie siedźmy i nie narzekajmy, działajmy. Być może nie uda się od razu dokonać zmian w otaczającej nas rzeczywistości (choć – wcale niewykluczone – ponownie, trzymam kciuki!), ale bez aktywnego działania te zmiany nie dokonają się na pewno.